PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


13.02.2018, 09:09  Rozmaitości
wstecz

Jak Polak widzi Amerykę?


Esej fotograficzny "Erozyjne krajobrazy" Arizony, Nowego Meksyku i Utah oraz wizerunki tamtejszych Indian zaprezentował w poniedziałek w klubie Amber na Greenpoincie Fryderyk Dammond. Pokazywał mapy oraz ok. 400 slajdów wzbogaconych oryginalnym komentarzem.

"Nie umiem tańczyć, w wojsku zabronili mi śpiewać nie potrafię malować, a ponieważ powiadają, że do fotografii nie trzeba mieć talentu, to się tym zająłem. Co roku zmieniam temat. Obecną wystawę zdominował krajobraz i historia. Szła fama, że na Zachodzie były złote miasta, Hiszpanie organizowali tam ekspedycje. Największa, Corobando, miała miejsce w roku 1540" - ­­wyjaśniał PAP Life genezę swej ekspozycji fotografik.


Dammond mówił ze swadą i dowcipem o swoich wędrówkach po terenach, na których powstawały osiedla jeszcze zanim Kolumb odkrył Amerykę. Trafił do parków narodowych. Jego obiektyw penetrował góry, kotliny, kaniony, jaskinie, łuki i skały. Kierował go na niezwykłe kształty rzeźbione wiatrem, czy krajobrazy w rejonie rzek m.in. Kolorado.


Artystę interesowały różnorodne motywy. Docierał do obiektów będących dziełem natury jak monumentalne niekiedy mosty wydrążone przez rzeki i strumienie oraz skały o niezwykłych kształtach. Kiedy indziej fotografował to, co stworzył człowiek.


Jego slajdy przedstawiały kościoły, budynki w tym uważany za najstarszy istniejący dom w Ameryce z 1610 roku, pueblo szczepu Acoma czy też pierwszą na świecie odkrywkową kopalnię miedzi. Pokazywał petroglify, ale też współczesne wyroby rękodzielnicze plemion indiańskich sugerując, że używano do tego czasem materiałów pochodzących z Hongkongu.


Fotograficzną opowieść Dammond ilustrował komentarzami o historii, architekturze ludziach, zwierzętach, minerałach i zjawiskach przyrody. Sypał jak z rękawa indiańskimi nazwami, datami, technicznymi terminami i anegdotami.


Polonijny fotografik ma barwny życiorys. Urodził się w Krakowie. Znalazł się w więźniu na Syberii. Podążał szlakiem Armii Andersa i dotarł do Persji, gdzie był hospitalizowany.


Od roku 1952 Dammond mieszka w Ameryce. Ma stopień doktora chemii. Fascynuje się sztuką, muzyką, geografią i sportem. Znany jest z działalności popularyzatorskiej. Wciąż prowadzi samochód. Mówi po angielsku, niemiecku, francusku, rosyjsku.


"To nadzwyczajny i wszechstronny człowiek. Jest pasjonatem fotografii. Organizuje wystawy fotograficzne i ma ich po kilka, lub kilkanaście każdego roku. Wygłasza prelekcje pokazuje slajdy, dwa razy w tygodniu chodzi na koncerty. Czas się dla niego zatrzymał. Jeździ na łyżwach i na nartach nie patrząc na to, że ma 95 lat" - mówi o seniorze polskich fotografików w metropolii nowojorskiej jego młodszy przyjaciel Wojtek Kubik.


Kubik, znany fotografik i współzałożyciel Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika dodaje, że Dammond zachował niezwykłą i powszechnie podziwianą pamięć. Pomaga wszystkim, choć wydawałoby się, że to jego należałoby wesprzeć.


Fryderyk Dammond jest członkiem honorowym Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika, a jednocześnie seniorem tego stowarzyszenia w metropolii nowojorskiej.


Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP Life)


edytor: Zbigniew Krzyżanowski


ad/ zig/



Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.