PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


15.07.2017, 12:12  Kultura i rozrywka  Wywiad
wstecz

Anna Gulak: kobieta jest apoteozą Piękna Boskiego Stworzenia


Malarka i rzeźbiarka ceniona we Włoszech opowiada o swojej fascynacji pięknem ludzkiego ciała i o swojej wizji sztuki. W Sejmie prezentowała swoją wystawę zatytułowaną "Twarze Jana Pawła II". W swojej pracowni na warszawskich Bielanach opowiada także o innych tematach swoich prac.

PAP Life: Niedawno w Sejmie prezentowana była wystawa prac pani autorstwa zatytułowana "Twarze Jana Pawła II". Jak doszło do realizacji tej wystawy? Jak to się stało, że prezentowano ją w Sejmie?



Anna Gulak: Projekt ekspozycji powstał parę lat temu. Wystawa była już prezentowana za granicą. Jej inauguracja odbyła się w Watykanie w 2011 roku a przez następne lata odwiedziła kolejne miasta Włoch. W 2014 była prezentowana z okazji kanonizacji Jana Pawła II w formie ekspozycji na placach i ulicach Wiecznego Miasta pod patronatem Watykanu oraz miasta Rzymu. W 2016 z okazji Roku Miłosierdzia, ekspozycję można było oglądać na lotnisku Fiumicino im. Leonardo da Vinci w Rzymie, jako " wizytówkę" Roku Świętego oraz Watykanu dla podróżujących i pielgrzymów. W końcu nadszedł czas, żeby przyjechała do Polski. Bardzo wiele osób pytało mnie, dlaczego dopiero teraz? Bo teraz pojawiła się taka możliwość. Wystawa przez 10 dni była prezentowana w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej z okazji 18. Rocznicy wizyty Jana Pawła II w polskim parlamencie.


PAP Life: Watykańskie popiersie Jana Pawła II jest monumentalne. Gdzie powstawało?


Anna Gulak: Powstawało tutaj, w tej niewielkiej warszawskiej pracowni na Bielanach. Rzeźbiłam je jeszcze podczas studiów, najczęściej pracując wieczorami po zajęciach na uczelni. Pewnego dnia odwiedził mnie mój profesor z rzeźby i powiedział, iż można "wysiąść" psychicznie, pracując w samotności nad tak ogromną formą rzeźbiarską. Zawsze zespół ludzi pracuje przy tak monumentalnych rzeźbach. Rzeczywiście działałam pod "natchnieniem"- spawając konstrukcję i wnosząc partiami na trzecie piętro segmentu około tonę gliny. Później, kiedy była ściągana forma do odlewu rzeźby, trzeba było specjalnie dzielić formę na takiej wielkości kawałki, które mogły zostać zniesione z trzeciego pietra segmentu na Warszawskich Bielanach. Nie jest to zbytnio kobiece zajęcie, ale jak artysta ma wizję końcową dzieła to nie zwraca zbytniej uwagi na inne sprawy


PAP Life: Inaczej nie zmieściłyby się w drzwiach?


Anna Gulak: Tak. To są właśnie ograniczenia formatowe przedwojennego budownictwa.


PAP Life: Dlaczego dopiero teraz prezentuje Pani swoje prace w Polsce, chociaż zna już je cały świat?

Anna Gulak: Ciekawe propozycje wystaw przychodziły zza granicy, także z zakresu sztuki abstrakcyjnej. Miałam też sporo zamówień portretów, gdyż jestem portrecistką i nadzwyczajnie brakowało mi czasu, aby zorganizować ekspozycję w Polsce. Taką wystawę przygotowuje się przez wiele miesięcy. Gromadzenie sponsorów, tworzenie projektu wystawy, organizacje przewozu prac z Watykanu, przygotowanie miejsca. Np. grafiki, które były prezentowane w Sejmie RP to seriografie, reprodukcje oryginalnych portretów monumentalnych. Mówię monumentalnych, dlatego że oryginalne watykańskie portrety mają 3 metry wysokości. W celu dopasowania wystawy do przestrzeni foyer Sejmu RP musiały zostać zreprodukowane w mniejszej skali i eksponowane na samostojących estetycznie zaprojektowanych konstrukcjach wystawienniczych. Planowanie, logistyka, prace wykonawcze - to wszystko zajmuje ogrom czasu i nakładu pracy.

PAP Life: Tutaj w pracowni widzimy, oprócz portretów Jana Pawła II i rzeźb także malarstwo abstrakcyjne i akty. Gdzie pani wystawia ten rodzaj malarstwa?


Anna Gulak: Do tej pory za granicą. Teraz także szykuję się do wystawy swojego malarstwa abstrakcyjnego we Włoszech. Jeżeli czas pozwoli, najprawdopodobniej na jesieni chciałabym mieć wystawę malarstwa abstrakcyjnego tutaj w Warszawie. Ale zobaczymy, co przyszłość pokaże.


PAP Life: Trzeba być na nią otwartym. Maluje pani akty. Rozumiem, że ciekawi panią człowiek? Piękno ciała, ruchu, gestu? Jak powinny się prezentować kobiety, żeby pokazywać to całe piękno. Czy ten wzór, który teraz w mediach jest prezentowany, to dobra droga?

Anna Gulak: Zdecydowanie nie. Uważam, że kobieta jest apoteozą piękną Boskiego Stworzenia. W tej kwestii jestem idealistką. Wzory promowane obecnie, m.in. antyestetyka ubioru i sposób prezentowania się kobiet na portalach społecznościowych obecnie temu przeczy. Jest taka zasada, właściwie obowiązuje od zawsze, że im coś bardziej zakryte, tym bardziej kuszące, piękne, subtelne. I na tym polega prawdziwy seksapil, kobiecość i tajemniczość. W obecnej kulturze kanonem staje się wulgarność.

PAP Life: Myśli Pani o tym, jak ubierają się kobiety?

Anna Gulak:  Tak, uważam, że piękno klasycznego ubioru zawsze jest na czasie, podkreśla formy kobiecej sylwetki: sportowej czy też figury busoli. Każda kobieta jest inna, każda fascynująca. Pokazywanie dobrych wzorców zachowań i ubioru jest ważne szczególnie dla młodzieży.

PAP Life: No, ale jednak największym powodzeniem w internecie cieszą się najbardziej te rozebrane zdjęcia. Odsłanianie i przekraczanie kolejnych tabu. Czy można w sposobie wyrażania siebie być ponad to?

Anna Gulak: Rzeczywiście żyjemy w świecie przesytu danych wirtualnych, informacji i różnorakich bodźców, w tym przede wszystkim wizualnych. Obecne społeczeństwo jest "zarażone epidemią" promowania się w świecie wirtualnym. W naturze kobiecej od zawsze istnieje pragnienie odkrycia jej wyjątkowości, niepowtarzalności i piękna przez otoczenie. Młode kobiety uważają, że fizyczność to jedyne, co mają do zaoferowania. Obserwują różne gwiazdy sceny popkulturowej i uważają, że im więcej odsłonią, tym lepiej, że mogą w dany sposób się wypromować, zabłysnąć, osiągnąć cokolwiek, że taka jest jedyna droga do szczęścia i spełnienia. I tak naprawdę to jest błąd. Młode dziewczyny mają o wiele więcej do zaoferowania, swoją inteligencję, błyskotliwość, wrażliwość i piękno. I to nieprawda, że mężczyźni patrzą jedynie na przymioty fizyczne.

PAP Life: Ale życie pokazuje, że te najbardziej silne, przebojowe osoby dostają od życia najwięcej.

Anna Gulak: To jest taki samonapędzający się mechanizm, machina pewnego szaleństwa. Żyjemy w takich czasach. Zawsze - gdy obserwujemy historię - widzimy wzloty i upadki kultur. Wszystko po pewnym czasie się kończy, bo przychodzi przesyt. Podam dość przyziemne, ale pokazujący ten mechanizm przykłady. Gdy na kontynencie amerykańskim palenie stało się już niemodne w latach 90. i wkroczyła moda na ćwiczenia na siłowni, wręcz przesadną dbałość o sylwetkę u większości zapaleńców fitnessu - raptem w Europie i w Polsce - palenie stało się synonimem szykownego stylu życia. Obecnie Polacy uprawiają jogging, biegają maratony. Sport ten stał się modnym trendem i swojego rodzaju uzależnieniem. Obserwując media społecznościowe, czasem odnosi się wrażenie, iż dla niektórych zaczął stanowić niemal cel życia. W Stanach obecnie maleje fala popularności tego sportu, na rzecz innych sportów mniej uszkadzających stawy, wskutek opinii lekarzy i specjalistów.

PAP Life: Wróćmy do sztuki. Po co jest sztuka? Po co są te piękne obrazy, rzeźby? Czy człowiekowi w życiu codziennym jest potrzebna?

Anna Gulak: Sztuka od zawsze służyła potrzebie wypowiedzi twórczej człowieka. W czasach pradawnych byłam formą komunikowania się i utrwalania informacji. Oznaki sztuki widać już u prymitywnych ludów. Człowiek miał potrzebę tworzenia czegoś, reagowania na otaczającą go rzeczywistość i sztuka zawsze tam była, gdzie człowiek zaspokoił swoje podstawowe potrzeby służące do przetrwania. Im bardziej osiągał samoświadomość tym bardziej był kreatywny. Sztuka stanowiła świadectwo wyższej inteligencji emocjonalnej. Była oznaką Wyższej Kultury.

Celem sztuki, przynajmniej do końca XIX wieku było zaspakajanie ludzkiej potrzeby doznawania estetycznych przeżyć. Później rozumienie sztuki było historycznie zmienne. Awangarda XX-wieczna zaprzeczyła wszelkim zasadom klasycyzmu, estetyki i porządku. Początkowo zjawisko to było dobre, gdyż ukazało nowe formy ekspresji. Miała szokować, zaprzeczać, pokazywać różnorodność postaw i poglądów, w tym politycznych. Niestety wszystkie te zjawiska pod koniec XX wieku przeobraziły się w pochwałę antyestetyki i kompletny chaos działań twórczych. Dane "dzieła" były opisywane przez krytyków sztuki w formie górnolotnych filozoficznych tłumaczeń, mających tak naprawdę na celu usprawiedliwić niedoskonałość warsztatową albo brak talentu danego artysty. Obecnie sztuka tzw. maintreamowa przypomina bardziej dobrze zarządzany biznes z odpowiednimi kampaniami promocyjnymi produktów, w którym spekulację są na porządku dziennym. Ojcowie awangardy mieli opanowany akademicki warsztat i mogli sobie pozwolić na eksperymentowanie ze sztuką. Każdy artysta powinien posiadać umiejętności akademickiego warsztatu zanim pozwoli sobie iść w rejony sztuki abstrakcyjnej, gdyż łatwo takiego osobnika oskarżyć o zwykłą hosztaplerkę. Na szczęście z początkiem 2000 roku na Zachodzie zaczęto nawoływać do powrotu do piękna w sztuce i zaczęto cenić akademicki warsztat oraz umiejętność realistycznych przedstawień w malarstwie, rzeźbie i rysunku.

PAP Life: A abstrakcja?

Anna Gulak: Abstrakcja jest wspaniałą dziedzina sztuki, w której można również czerpać z klasycznych wyznaczników sztuki: dobrze opanowany warsztat, piękno barw i harmonia kompozycji, bogactw form estetycznych w zaaranżowanej danej przestrzeni. Niestety, ponieważ żyjemy w społeczeństwie, które się wychowało na panującej trendach antyestetyki końca XX wieku, zostało zaburzone poczucie prawdziwego piękną i stylu, co widać w sposobie ubioru i wyboru codziennych przedmiotów sztuki użytkowej.

PAP Life: Porozmawiajmy o aktach. Wydaje się zaskakujące, że osoba, która zajmuje się taką tematyką, jak portrety Ojca Świętego jednocześnie świetnie odnajduje się w aktach i pokazuje kobiety w pełnej swojej krasie, urodzie. Jak pani pracuje nad aktem? Zatrudnia pani modelki?

Anna Gulak: Na studiach mieliśmy zawsze modelkę albo modela, żeby poznać ludzkie ciało, doskonalić się w technice rysunku akademickiego. Pozował model i my, studenci traktowaliśmy ciało, jako temat. Jako studentka dostrzegłam piękno ludzkiego ciała, różnorodności jego proporcji, harmonii, bogactwa odcieni skóry Pierwsze namalowane przeze mnie akty traktuję jak swoje "dzieci". Akty malowane do dyplomu, ze względów ekonomicznych malowałam ze zdjęć, gdyż nie miałam pieniędzy, aby opłacić modela na długie sesje malarskie. Forma przedstawionego ciała była dla mnie najważniejsza, także znalazłszy jakieś zdjęcie o słabej, jakości wydruku najczęściej biało-czarne a o pięknej pozie modelki, tworzyłam kolory z własnej wyobraźni, mając w pamięci odcienie bieli, fioletów i różów w malarstwie Rubensa. Wzorowałam się także na bogactwie kolorystycznych przedstawień aktu oraz portretowanych osób w malarstwie XIX wiecznych mistrzów. Najłatwiej jednak mieć modelką, ustawić artystyczną pozę oraz oświetlenie i "delektować się" pracą.

PAP Life: Ile godzin trzeba pozować?

Anna Gulak: Jeżeli jest to technika "alla prima" w formie "impastu", czyli nakładanie farby w formie grubych, wypukłych warstw, pracując ekspresyjnie z gestem, bez robienia podmalówek, a następnie laserunków, czyli kolejnych prześwitujących warstw, które muszą wyschnąć zanim nałoży się następną, sądzę, że potrzebne są dwa tygodnie po 4 godziny dziennie. Czasem artysta ma natchnienie i namaluję obraz o wiele szybciej. Jest to indywidualna sprawa każdego artysty. Jeżeli jest to akademicka technika: podmalówki, później laserunki to trzeba czekać, aż kolejne warstwy oleju schną. A warstwa oleju czasem wysycha kilka tygodni, zależy od składu chemicznego farby. I wtedy proces tworzenia się wydłuża.

PAP Life: A czy akty dobrze się sprzedają?


Anna Gulak: Bardzo dobrze. W swoich pracach chciałam przeciwstawić piękno kobiecego ciała, piękno człowieka źle pojętej współczesnej erotyce. Wielu malarzy zajmuje się malarstwem aktu, ale niektórzy mniej lub bardziej wypaczają piękno erotyki. Bo erotyka sama w sobie jest wspaniałą dziedziną i niestety została wypaczona przez obecnie panującą pornografię. Najbardziej dobitnie widać mylne rozumienie piękna erotyki w internecie. Kiedy kilka lat temu wpisałam w wyszukiwarkę hasło "piękno aktu" to ukazywały się przedstawienia pięknej fotografii artystycznej. Teraz na to samo hasło pojawia się często czysta pornografia. A przecież nie można tych dwóch pojęć mylić.


PAP Life: Czyli artyści znowu będą mieli ręce pełne roboty, bo trzeba przywrócić to właściwe rozumienie piękna?


Anna Gulak: Należy kształcić u podstaw. Trzeba wrócić do klasycznych metod kształcenia, gdyż artyści opuszczając Akademię często właśnie specjalnie idą w kierunku szokowania, by zaistnieć, obserwując starszych kolegów, czy już uznane nazwiska. To też zależy od indywidualnych chęci, od świadomości, od sposobu pojmowania świata, od danej psychiki, od umiejętności spojrzenia w prawdzie na siebie i na innych, a to już są naprawdę złożone kwestie.


PAP Life: Czyli jest co robić. Ale sztuka w służbie społeczeństwa - to nadal hasło aktualne?


Anna Gulak: Uważam, że tak. Taki utylitaryzm sztuki, jak kiedyś panował. Nie tylko sztuka dla samej sztuki, dla wąskiej grona społeczeństwa, ale tworzona w jakimś pozytywnym celu.


Rozmawiała Anna Popek (PAP Life)


Załączniki
WARSZAWA SESJA ANNY GULAK
Warszawa, 19.06.2017. Sesja Anny Gulak dla PAP Life. Nz. Anna Gułak (sl/dw) PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński
WARSZAWA SESJA ANNY GULAK
Warszawa, 19.06.2017. Sesja Anny Gulak dla PAP Life. Nz. Anna Gułak (sl/dw) PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński
WARSZAWA SESJA ANNY GULAK
Warszawa, 19.06.2017. Sesja Anny Gulak dla PAP Life. Nz. Anna Gułak (sl/dw) PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński

Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.